Barwy: biało - zielone
Młyn: w dawnych latach najliczniejszy na meczu z Ruchem Chorzów (kwiecień 1996) - 300 osób. Obecnie 30-80 osób.
Ziny: "ULTRAS SZOMBIERKI"
Zgody: Szczakowianka Jaworzno
Dawne zgody: Stal Mielec, Miedź Legnica, Górnik Wałbrzych, Ruch Radzionków.

Pierwsze wzmianki o fanatycznych kibicach Zielonych zaczęły się pojawiać w latach 70-tych, gdy nasz klub grał naprawdę bardzo dobrą i widowiskową piłkę. Efektem dobrej gry było mistrzostwo Polski oraz gra w europejskich pucharach. W pucharach nasz klub grał znacznie wcześniej, bo w latach 60-tych przyszło Zielonym (wtedy jeszcze biało-czarnym) potykać się z rywalami zagranicznymi w Pucharze Intertoto. To za sobą musiało pociągnąć falę fanatyków. Zaczęto szyć flagi, transparenty. Początkowo nie były to jednak żadne flagi z napisami, najczęściej używano flag górniczych, które przecież nieodłącznie kojarzone były z Górniczym Klubem Sportowym Szombierki. Zanim przyszły lata dobrego prosperity ruchu kibicowskiego na Szombierkach zaliczano pojedyncze wyjazdy. Jeden z nich przypadł w latach 50-tych na Wawel Kraków, gdzie specjalnie wynajęty pociąg liczący 550 osób ówczesne media określiły pociągiem grozy. Tylu bowiem Szombierkorzy pojawiło się w Krakowie na wyjeździe swojej drużyny, a w drodze powrotnej została dokonana całkowita demolka pociągu. Potem już przestawiono się na wyjazdy autokarowe, które w dużej mierze były sponsorowane przez kopalnię. Na meczach u siebie Zieloni prowadzili zawsze doping, młyn był zlokalizowany pod zegarem, czyli naprzeciwko obecnej trybuny, gdzie prowadzony jest doping przez fanatyków. Liczebność młyna uzależniona była oczywiście od rywala, najwięcej ludzi zawsze mobilizowały mecze z Górnikiem Zabrze i Ruchem Chorzów. Nawet bytomska Polonia nie cieszyła się takim zainteresowaniem, jak pojedynki z wyżej wymienionymi klubami. Sezon 1976/77 przyniósł dwa ciekawe wydarzenia - obydwa miały miejsce z GKSem Tychy. Na meczu na Szombierkach kibice z Tychów zostali pogonieni, dla odmiany wyjazd Zielonych do Tychów skończył się obiciem naszych kibiców przez tyszan. Lata 70-te przyniosły także częste starcia z Polonią jeszcze za czasów gry Szombierek na starym przykopalnianym boisku - tzw. hasioku. Wtedy zresztą były dziwne relacje z Polonią. W bezpośrednich pojedynkach ewidentnie nie pałaliśmy do siebie miłością, natomiast bywały takie sytuacje jak choćby w sezonie 1978/79, gdy my jechaliśmy na Stal Mielec, a Polonia na Resovię Rzeszów i obie ekipy jechały na te mecze razem siebie wspierając. Takie to były dziwne czasy. Pod koniec lat 70-tych Szombierki zaliczyły wyjazd na szczecińską Pogoń (pierwszy raz w historii się tam pojawiliśmy) w 3 osoby, a koniec wycieczki miał miejsce na zbiciu naszych kibiców przez Pogoń. W latach 80-tych dzielnica Szombierki była zdominowana bezdyskusyjnie przez Zielonych. "Ekipa Siwego" rządziła i dzieliła wtedy Szombrami, a kibice Polonii z naszej dzielnicy w ogóle się nie wychylali z przynależnością klubową, a gdy wybierali się na mecze Polonii, to szaliki wyciągali dopiero po przejściu drugiego mostu za elektrownią, gdzie zaczynał się już rewir Polonii niedaleko stadionu przy Olimpijskiej. Na Szombierkach jednak Polonia nie znaczyła nic. Dla odmiany Poloniści wydali zakaz poruszania się kibicom Szombierek po Bytomiu, a jego złamanie miało się zawsze kończyć laniem. Nasi kibice byli natomiast bardzo niebezpieczni na swoich śmieciach. Kibice różnych ekip wspominają, że zawsze obok stadionu na nasypie czekała ekipa Szombierkorzy gotowa zlać przyjezdnych, co niejednokrotnie miało miejsce. Nawet chorzowski Ruch miał do nas wielki respekt, co wielokrotnie podkreślali Niebiescy kibice starszej daty aktywnie kiedyś jeżdżący za swoim klubem.
Sezon 1980/81 przyniósł grę w Pucharze Mistrzów. Na meczu z Trabzonsporem zameldowało się 8000 ludzi, co i tak było nadkompletem na małym stadionie hasioku. Ludzie wtedy oglądali mecz z dachów pobliskich domów, takie było zainteresowanie pojedynkiem. Kolejna runda to mecz z CSKA Sofia. Z racji wymogów UEFA mecz musiał zostać rozegrany przy stadionie ze sztucznym oświetleniem - padło na Chorzów. Do Chorzowa wybrało się 200 fanatyków Szombierek i masa pikników. Czujny był chorzowski Ruch, który zaatakował naszych kibiców i doszło do starcia, w którym musieliśmy uznać wyższość Niebieskich. W lidze natomiast ze zdarzeń wartych odnotowania trzeba wspomnieć o 150-osobowym wyjeździe na Wisłę Kraków, który zakończył się kamionką ze strony krakowian.
Sezon 1981/82 to przede wszystkim mecz w Pucharze UEFA z Feyenordem - niestety tylko 9000 kibiców przyszło na mecz na Szombierki, co można uznać zdecydowanie za porażkę. W lidze nastąpił spektakularny sukces - po przyjeździe do nas chorzowskiego Ruchu, którego jak zawsze pojawiła się cała masa doszło do zwycięskich dla nas awantur z kibicami Niebieskich. Tutaj miejsce miał zresztą słynny atak na chorzowian z góry nasypu przed kasami dla przyjezdnych - kibice Ruchu sami wspominają, że panicznie uciekali przed Zieloną masą ludzi chcących wykarbować im skóry.
W sezonie 1982/83 zaliczyliśmy bardzo udaną awanturę z przyjezdnymi kibicami Zagłębia Sosnowiec - nasi kibice wzięli sosnowiczan w kleszcze - jedna grupa podążała od strony mostu, druga od strony starego kościoła - całość zabawy skończyła się tym, że osaczeni Zagłębiacy uciekali w popłochu najczęściej lądując w nieodległym jeziorze - przez nas zwanym zomerkiem. Etatowo z wyjazdów w dobrych liczbach zaliczone zostają te najbliższe - na Górnik, Ruch i GieKSę, gdzie pojawiło się nas po około 150 osób.
Następny sezon 1983/84 to zwiększenie liczby młyna - w dopingu bierze udział zawsze około 400-500 osób, następuje też coraz lepsza organizacja - tworzone są nowe flagi, no i jak zawsze mnoży się ilość nieśmiertelnych sztrykowanych szali. Z meczów u siebie wspomnieć należy o potyczce z wrocławskim Śląskiem, podczas której doszło do starć z przyjezdnymi. Z wyjazdów 150 osób jest w Chorzowie, tyle samo w Zabrzu, trochę mniej natomiast na Polonii. Prawdziwy rewanż za zeszłoroczne lanie na Szombierkach przygotowało sosnowieckie Zagłębie, które tak bardzo sobie wzięło do serca przegraną wizytę w Bytomiu, że tym razem pogoniło Szombierkorzy aż do samych Katowic. Na tym wyjeździe Zielone barwy reprezentowało 50 osób z flagami na płot.
W sezonie 1984/85 u siebie nie wydarzyło się nic godnego wzmianki, inaczej jednak wyglądała sytuacja na wyjazdach. Na Gwardii Warszawa łapiemy się na bicie ze strony Legii, która nigdy nie odpuszczała nam, gdy pojawialiśmy się w Warszawie. Dla odmiany rekompensujemy sobie warszawską porażkę w Wodzisławiu, gdzie pojawiło się 300 Zielonych kibiców. Szombierkorze wpadli na sektory wodzisławian i rozgonili cały młynek miejscowych, którzy wtedy dopiero raczkowali w kwestiach kibicowskich.
Dalsze lata przyniosły wielki kryzys w szeregach Zielonych. Wszystko zaczęło się sypać. Rdzenni mieszkańcy Szombierek zaczęli stanowić coraz szybciej mniejszość na dzielnicy, albowiem napływowa ludność, która przyjeżdżała do pracy w bogatej kopalni zaczęła rozbudowywać i zaludniać dzielnicę. Poza tym mieszkańcy Szombierek coraz częściej obierali kierunek na zachód i wyjeżdżali za chlebem i lepszym życiem do popularnego "rajchu", czyli Niemiec. W ten sposób na trybuny Szombierek w końcówce lat 80-tych wkradł się marazm i stopniowo młyn Szombierek zaczął maleć. Wyjazdy praktycznie przestały mieć miejsce.
Małe ożywienie dało się zauważyć w sezonie 1987/88, gdzie na meczu z Górnikiem Zabrze uformował się bardzo dobry liczbowo młyn - chyba jeden z największych w historii Szombierek - świadkowie mówią o liczbie znacznie przekraczającej 500 osób. Z wyjazdów powoli odbudowywana zostaje forma, jednak dalej zaliczane są tylko te najbliższe - na Górniku Zabrze jest nas ponad 100 osób, natomiast na katowickiej GieKSie zawitało nas 60 fanatyków.
Sezon 1988/89 przynosi wielkie ożywienie na trybunach Szombrów. Przybite zostają zgody z Górnikiem Wałbrzych oraz Stalą Mielec. Czas pokaże, że zgoda ze Stalą Mielec nigdy nie została oficjalnie zerwana - umarła po prostu śmiercią naturalną przez brak kontaktów. Wałbrzyski Górnik został nawet wsparty w tym sezonie przez naszych kibiców podczas ich wyjazdu na GKS Katowice - od nas kibice pojawili się z flagą. Na meczach w Bytomiu jak zwykle nie działo się wiele, obecni byli przyjezdni z Jastrzębia, Jagielloni i Stali Mielec i wtedy właśnie z mielczanami przybito sztamę. Kibice Szombierek zawitali na pierwszoligowych meczach wyjazdowych takich jak: Ruch Chorzów 130, Górnik Wałbrzych 29 (w Brzegu obrzucono kamieniami autokar kibiców Szombierek, a pod stadionem doszło do dymu ze Śląskiem Wrocław), Górnik Zabrze 100, Widzew Łódź 30, Wisła Kraków 17 (w Trzebinii jednego z naszych kibiców nokautuje miejscowa Wisła, a po meczu Wiślacy pogonili nas spod stadionu, nasi dobiegając na dworzec trafili na kolejną ekipę, która chciała ich już bić za biało-zielone barwy, ale gdy dowiedzieli się, że to nie barwy Lechii tylko Szombierek, to odpuścili - ta ekipą okazała się Cracovia Kraków oczekująca na dworcu na wiślaków), GKS Jastrzębie 60 (jastrzębianie zaatakowali nas, ale policja nie dopuściła do większych zamieszek). Poza tym zaliczone zostały wszystkie pozostałe wyjazdy, ale były to śladowe ilości od 1 do 3 osób. Następny sezon 1989/90 przynosi spadek do II ligi i derby z Polonią, oczywiście przesączone nienawiścią i wzajemnymi bluzgami od pierwszej do ostatniej minuty. Nasi kibice pojawili się w około 70-osobowej ekipie na GKS Jastrzębie, gdzie miejscowi próbowali nam zerwać flagę, a po meczu zaatakowali nasze autokary. Na Hutnik Kraków pojechało 15 fanów Zielonych, na derbach na Polonii melduje się nas 150 osób, a Polonia zrywa nam flagę, na Gwardii Warszawa jest nas 7, a na dworcu Centralnym w stolicy standardowe bicie zaliczamy ze strony Legii, na Stali Rzeszów jest nas 4, na Górniku Wałbrzych 20, na Odrze Wodzisław 140 osób (jechaliśmy jednym autokarem przepełnionym do granic możliwości, na miejscu lejemy wodzisławian i podpalamy im stadion), na Miedzi Legnica 30 osób (zaliczamy starcie z wrocławskim Śląskiem), na Resovii Rzeszów 3 osoby od nas próbują zerwać miejscowym flagę z płotu, ale próba ta się nie udaje, na Stali Stocznia Szczecin zaledwie 2, ale nawet tym dwóm osobom nie chce przepuścić Pogoń Szczecin, która dąży do zbicia Szombierkorzy, jednak nasi schowali się w szatni piłkarzy. Również mały liczbowo, ale z wieloma przygodami był wypad na Zagłębie Wałbrzych - było tam 2 Zielonych. Miejscowi przyszli i zakomunikowali naszym, że jeśli ich drużyna tego dnia przegra, to spuszczą nam lanie. Do 80 minuty wynik brzmiał 1-0 dla Szombrów, i wtedy karnego przyznano gospodarzom. Niezawodny Edek wybronił go, a w tym momencie koroną stadionu ruszyła cała ekipa Zagłębia wyposażona w łańcuchy, żeby dobrać się Zielonym do skóry. Nasi musieli salwować się ucieczką na murawę. Warty odnotowania jest również wyjazd, a bardziej wylot na Lechię Gdańsk. Było tam ledwie 2 kibiców Szombierek, ale dostąpili zaszczytu lotu do Gdańska w samolocie z drużyną. Pozostałe wyjazdy zostały wszystkie zaliczone, ale w ilościach od 1 do 2 osób. W tym sezonie przybita została również zgoda z Miedzią Legnica.

Ciąg dalszy historii: * Lata 90-te * Lata 2000-2009 * Lata 2010-2011 *


stat4u